czwartek, 6 marca 2014

Rozdział 9

*Vanessa*

Od powrotu Zayna ze szpitala minęły trzy miesiące. Ja już wyglądam jak kula do kręgli, a on wciąż patrzy na mnie z tą samą miłością, z którą wcześniej. Są chwile, kiedy nie może ze mnie wzroku spuścić. Ale też są dni, kiedy nie chce na mnie patrzeć, a ja tylko zadaję sobie pytanie - czemu? Czy zrobiłam coś nie tak? Czy zachowałam się wobec niego źle? Co się dzieje?
- Nessa - Megan stanęła przede mną.
- Co chcesz? - zapytałam zdziwiona.
- W dniu wypadku...Zayn jechał do ciebie.
- Wiem. I co z tego?
- Jechał do ciebie, żeby ci oznajmić, że między wami koniec.
- Wiesz co? Wiedziałam, że nie chcesz mojego szczęścia, ale żeby tak mi kłamać prosto w oczy?
- Nie wierzysz mi? Proszę bardzo, posluchaj - wręczyła mi swój telefon.
- Kocham cię, Megan - mówił Zayn.
- Ja cię też, ale...
- Ale?
- Ale ty jesteś z Vanessą.
- Skarbie, powiedz słowo, a z nią zerwę.
- Zrobiłbyś to dla mnie?
- Oczywiście, kochanie.
- Nie, to...to po prostu...jak on mógł?!
Odwróciłam się i ruszyłam prosto. Nie chciałam już widzieć ani Zayna, ani Megan. Chciałam z kimś porozmawiać. Szczerze. Bez żadnych tajemnic.
- Nessa, czemu płaczesz? - zapytał Justin otwierając drzwi i wypuszczając mnie.
- Wtedy...w dniu wypadku...on chciał zerwać...
- Co? Ja go kurwa dorwę!
- Zostaw go Justin. Nie warto...ała! Jus, dzwoń po karetkę!

*Justin*

Po dziesięciu minutach karetka przyjechała i zabrali Vanessę, która zaczęła rodzić. Mocno się wystraszyłem, bo przecież mogła stracić dziecko. W piątym miesiącu to jest naprawdę niebezpieczne.
Szybko wybrałem numer do Zayna, aby powiadomić go, że dziewczyna rodzi, ale nie odbierał, więc pojechałem za karetką. Skoro nie chciał być przy narodzinach swojego syna to już jego strata. A założę się, że na pewno już był ze swoją nową dziewczyną.

*Zayn*

Leżałem obok Megan, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałem na ekran i już miałem odebrać, kiedy dziewczyna wzięła mi komórkę i wyłączyła ją. Chciałem już coś powiedzieć, ale nie chciałem robić spiny, więc tylko westchnąłem cicho i zamknąłem oczy. Niestety nie dane mi było usnąć, gdyż znów zadzwonił telefon.
- Daj mi go - zażądałem.
- Ale to Vanessa.
- A może stało się coś ważnego?
- Na przykład?
- Na przykład może jechać do sZpitala.
- Za wcześnie. To dopiero piąty miesiąc...
Wyrwałem jej telefon i odebrałem. Od razu usłyszałem męski głos, oznajmiajacy, że Nessa rodzi. Szybko się ubrałem i już miałem wyjść, kiedy Megan mnie zatrzymała.
- Skoro do niej jedziesz to ja jadę z tobą.
- Po co?
- Chcę mieć pewność że do niej nie wrócisz.
- Nie wrócę, nie mam zamiaru.

Przepraszam, przepraszam i przepraszam! Za moją dłuuuuugą nieobecność i za tak krótki rozdział. Po prostu nie miałam dostępu do Internetu, jak i weny. Dziś publikuje z telefonu, dlatego tak krótko ;)

CZYTASZ=KOMENTUJESZ