poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 6

*Zayn*

Wyszedłem z gabinetu lekarza załamany tym wszystkim i od razu skierowałem się do sali, na której leżała Vanessa. Już miałem tam wejść, kiedy mnie zamurowało. Przy jej łóżku siedziała Megan, co mnie bardzo zdziwiło. Przecież była na nią zła! W końcu wiedziała, że podobam się Nessie. Dziwne, żeby teraz normalnie ze sobą rozmawiały...
- Meg, możesz nas na chwilę zostawić samych? - zapytałem. - Muszę porozmawiać z Vanessą.
- Pamiętaj, Nessa, co ci mówiłam. Dasz radę. Wyjdziesz z tego - uśmiechnęła się do siostry.
- Słuchaj - zacząłem, gdy wyszła. - Musisz przestać to robić. Musisz przestać się ciąć.
- Po co? - Zayn, ja nie chcę dłużej żyć. Nie chcę mieszać między wami.
- Jak się dowiedziałaś o dziecku?
- Megan mi powiedziała. Zayn, ja tak dłużej nie mogę.
- Ale jak?
- Ja muszę odejść. Nie wytrzymuję tego wszystkiego. Widok ciebie z Meg mnie jeszcze bardziej pogrąża. Więc albo odejdę z domu, albo z waszego życia na zawsze...
- Nessa, masz dopiero 16 lat. Jeszcze całe życie przed tobą. Nie możesz zrobić żadnej z tych rzeczy.
- Ale zrozum, ja tak nie mogę...
- Zayn, pozwól na chwilę - ich tata wszedł do sali.
- Możecie porozmawiać tutaj - powiedziała Nessa.
- No dobrze...

*Vanessa*

- No dobrze - zaczął tata. - Masz wynieść się z naszego domu.
- Dlaczego? - zapytał Zayn.
- Bo narkomanów i ćpunów nie tolerujemy.
- Ale o czym pan mówi?
- Dowiedzieliśmy się, że handlujesz prochami. Masz dwa dni na wyniesienie się z domu. A i Megan usuwa ciążę. Właśnie załatwiliśmy jej wizytę w klinice.
- Ale ona nie może tego zrobić! To także moje dziecko.
- Dwa dni, Malik. I zakaz zbliżania się do naszych córek.
- Tato - wtrąciłam. - Jeśli on się od nas wyniesie to ja się zabiję.
- Córuś, to jest narkoman. A wiesz, jak traktujemy narkomanów.
- W takim razie ja też się wynoszę.
- Co ty mówisz?
- Jeszcze się nie domyślasz? Ćpam już od dwóch lat!
- Wyślemy cię na odwyk. A ciebie, Zayn, nie chce więcej na oczy widzieć.
- Tato, ja mówię poważnie. Jeśli on odejdzie to ja się zabiję. Nie zobaczysz mnie już więcej uśmiechniętej i zadowolonej tak jak kiedyś.
- Vanessa, co ty za bzdury opowiadasz? Pożegnajcie się, Zayn już musi iść.
- Daj nam chwilę na osobności.
- Dobrze, ale tylko chwilę - i wyszedł.
- Nessa, muszę ci coś powiedzieć - zaczął Zayn. - Szczerze byłem z Meg tylko ze względu na to dziecko. Ale teraz widzę, że oni już podjęli decyzję, więc mogę ci to śmiało powiedzieć. Kocham Cię - szepnął.
- Ja cię też, Zayn.
- Będziesz oglądać jutro X-Factor?
- Będę.
- Mam do ciebie pytanie.
- Jakie?
- Jeśli wygram - zamieszkasz ze mną?
- Zayn, chciałabym, ale nie mogę. Nie jestem pełnoletnia.
- W takim razie w dniu twoich 18-stych urodzin pakujemy cię i przenosimy do mnie.
- Chwilka minęła. Pożegnajcie się - do sali wszedł tata.
- Pa, Nessa.
- Pa, Zayn.
Chłopak wyszedł, a po moim policzku zaczęły spływać łzy. Oznajmiłam tacie, że po moim wyjściu ze szpitala pakuję się i wynoszę od nich, na co on, że jeśli to zrobię, to nie mam po co wracać.
- Chujowym jesteś ojcem - skomentowałam po cichu, a głośniej dodałam: - Wyjdź, chcę zostać sama.

------------------------------

Heeey ;**

No a więc jest szósteczka! :D Mam nadzieję, że Wam się podobało, pracowałam nad tym rozdziałem do drugiej w nocy, ale i tak czuję, że coś zawaliłam :( Ten rozdział dedykuję Polly Lolly - dziękuję za miłe słowa i za to, że skomentowałaś :D Komentarze są dla mnie naprawdę ważne, bo wiem przynajmniej, że ktoś to czyta ^.^ Dziękuję ;** 
A jaka jest Wasza opinia? Rozdział się udał, czy nie? I jak sądzicie, co będzie z Vanessą i Zaynem? Czy oni będą razem? Czy wytrwają wszelkie złe czasy? No i z kim będzie Megan? Zapraszam do śledzenia ich losów ;)

horanowa xo

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 5

*Vanessa*

Leżałam w tym szpitalu już dość długo. Prawie miesiąc, a mój stan wcale się nie poprawiał. Może dlatego, że nie chciałam? Całe wakacje przeleciały mi koło nosa. Już za tydzień rozpoczyna się rok szkolny, a ja siedzę w szpitalu. I gdzie tu sprawiedliwość?
Pogodziłam się z tym, że Zayn nic do mnie nie czuje. Zrozumiałam, że chyba jednak będzie moim szwagrem po ostatniej akcji z Megan, która powiedziała mi, ze jest w ciąży z Malikiem. Oczywiście jej nie uwierzyłam, bo przecież Zayn by mi o tym powiedział, prawda?
- Przepraszam, czy ja mogę iść do toalety? - zapytałam pielęgniarkę.
- Zawiozę cię - odpowiedziała. - Nie możesz na razie zbyt dużo chodzić. Zaczekam na ciebie przy wyjściu.
Wzięłam swoją kosmetyczkę i usiadłam na wózku, z którym podeszła kobieta. Pojechałyśmy do toalety, a ja po drodze szukałam Zayna. Nagle dostrzegłam go...całującego się z Meg! Tego już nie wytrzymywałam psychicznie. Miałam ochotę raz na zawsze ze sobą skończyć, skończyć ze swoim życiem. Chciałam po prostu odejść, żeby nie mieszać w życiu innych, a zwłaszcza jego. Było widać, że są ze sobą szczęśliwi. Nie mogę im tego utrudniać. Muszę zniknąć z ich życia...
Poinformowana przez pielęgniarkę, że jesteśmy na miejscu, wstałam i weszłam do toalety. Zamknęłam za sobą drzwi i stanęłam nad umywalką, sięgając równocześnie do kosmetyczki i patrząc na swoje odbicie w lustrze...
   "Nie rób tego" - usłyszałam.
- Dlaczego? - zapytałam.
   "A dlaczego to robisz?"
- Bo Zayn...
   "W takim razie przestań to robić z tego samego powodu"
- Ale on...
   "Ness, on cię kocha. Uwierz mi...Vanessa, NIE!" - ostatnie, co słyszałam...

*Zayn*

Megan przytuliła się do mnie i staliśmy tak, dopóki nie zauważyliśmy lekarza leczącego Vanessę biegnącego wraz z ratownikami w stronę toalet. Coś się działo. Ale co?
- Vanessa -szepnąłem. - Coś się stało Vanessie. Panie doktorze!
- Ty jesteś Zayn, mam rację? - zapytał.
- Tak.
- Zostawiła dla ciebie list. A teraz muszę lecieć ją ratować.
Wziąłem od niego karteczkę i zacząłem czytać: "Zayn! Przepraszam cię bardzo za wszystko. Nie chciałam wchodzić z butami w twoje życie. Dlatego też postanowiłam, że będzie lepiej, jeśli odejdę. Nie chcę więcej mieszać w twoim życiu. Nie chcę burzyć twoich relacji z Megan. Wiedz tylko jedno - tak, kochałam cię. Ta końcówka mojego życia nie miałaby sensu bez ciebie. Wierzę, że będziesz szczęśliwy z moją siostrą i że dziecko urodzi wam się zdrowe. Żegnaj, Zayn. Do zobaczenia w dalekiej przyszłości tam, po drugiej, tej lepszej stronie." Powoli czułem jak także moje serce przestaje bić. Wraz z nią umierała część mnie. Kochała mnie. Wszystko, co robiła, robiła dla mnie. Robiła, aby udowodnić, że mnie kocha. Jaki ja byłem głupi. I teraz to dziecko z Megan. czy ja w ogóle tego chcę? Czy chcę zostać ojcem w tak młodym wieku? A może to taki żart, bo Meg domyślała się, iż Nessa mnie kocha?
Pobiegłem za lekarzami. Niestety nie mogłem wejść na salę. Znów przenieśli ją na OIOM. Czyli znów zrobiła to przeze mnie. Znów z mojego powodu chciała się zabić...czyli, że tak musi być? Aby mógł się urodzić ktoś dla mnie ważny to inna taka osoba musi odejść? Dlaczego ten świat jest taki niesprawiedliwy?
- Zayn - zwróciła się do mnie Megan. - Powiedz mi, ty coś do niej czujesz?
- Co?
- Kochasz ją?
- Dobrze wiesz, że nie, kocham tylko ciebie.
- W takim razie udowodnij to.
- Udowodnię ci to w domu.
- Nie o to mi chodzi. Wyjedźmy stąd.
- Nie mówisz poważnie. Jutro mam kolejny etap X-Factora. Nie mogę wyjechać, muszę tu być. A jeśli mi się uda to będę musiał zostać w Londynie na stałe. Zresztą daj mi spokój, ona umiera, a ty gadasz o przeprowadzce...

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 4

*Zayn*

Siedziałem na szpitalnym korytarzu przy oddziale Intensywnej Terapii. Wciąż nie mogłem zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Czemu ona to zrobiła? Czemu się pocięła? Zrobiła to od razu po naszej rozmowie. Powiedziała, że mnie kocha...czy mówiła prawdę? Czy to znaczy, że kłamała, mówiąc, iż tak nie jest? Czy może powiedziała mi to, bo wiedziała, że może nie przeżyć? Dobrze, że udało mi się otworzyć te cholerne drzwi. Inaczej nie moglibyśmy jej zanieść do karetki, być może już by nie żyła.
- Panie doktorze - zaczepił go tata Nessy. - Co z nią?
- Wybudziła się ze śpiączki na jakiś czas - odpowiedział. - Musieliśmy jak najszybciej zahamować krwotok, inaczej już by nie żyła. I tak ma małe szanse na przeżycie tego. Rany są dość głębokie.
- A czy - wtrąciłem. - Czy ja mogę do niej wejść?
- Niezbyt. To jest OIOM.
- Proszę, bardzo mi zależy, aby ją zobaczyć.
- No dobrze. Ale tylko na chwilę. I proszę założyć fartuch.
- Dziękuję.
Założyłem materiał wskazany przez lekarza i wszedłem do sali, w której leżała Nessa. Usiadłem przy jej łóżku i wpatrywałem się w jej twarz, powoli sięgając do jej dłoni. Spojrzała na mnie. W jej oczach widziałem bezsilność.
- Już znasz prawdę - szepnęła.
- Kochasz mnie.
- Przepraszam.
- Za co ty mnie przepraszasz?
- Za to, że cię pokochałam. Nie chciałam źle.
- Słuchaj, wiem, że nie to chciałaś usłyszeć, ale ja też cię kocham. Tylko że jako koleżankę. Dla mnie tamto wydarzenie nic nie znaczyło.
- A dla mnie znaczyło bardzo wiele. Ty dla mnie znaczysz bardzo wiele.
- Nessa, nie zrozum mnie źle. Ja po prostu nie mogę być z siostrą mojej byłej. Ale lepiej powiedz mi, dlaczego się pocięłaś.
- Ty jeszcze się nie domyślasz? Proszę cię, wyjdź już. Chcę spać.
- Vanessa, tylko nie odchodź...
- A jakie to ma znaczenie, czy zasnę na chwilę, czy na zawsze, skoro ty i tak mnie nie chcesz?
- Bo jesteś najbliższą mi osobą.
- Bardzo ciekawe.
- Przepraszam, sądzę, że powinieneś już wyjść - zwróciła się do mnie jedna z pielęgniarek.
- Żegnaj, Zayn - szepnęła Nessa, po czym zamknęła oczy.
Kreski na ekranie, do którego była podłączona zaczęły zanikać, a ja usłyszałem głośne i szybkie pikanie. Wiedziałem, co to oznacza i dlatego zacząłem prawie, że krzyczeć "Doktorze, ratujcie ją! Ona nie może umrzeć! Zróbcie coś!", na co jedna z pielęgniarek wyprowadziła mnie ze sali. Stanąłem tuż przy drzwiach i patrzyłem jak lekarze próbują ratować jej życie. Jej serce przestawało pracować i nic nie mogłem na to poradzić. Mogłem jedynie czekać na wynik akcji lekarzy.
- Co się dzieje? - zapytała przerażona całą sytuacją Megan.
Dopiero przyjechała. Ich rodzice pojechali do domu coś zjeść, więc ona ich na chwilę zastąpiła.
- Umiera - powiedziałem zrozpaczony. - Jej serce przestaje bić, a my stoimy sobie tutaj z założonymi rękoma.
- Zayn, a co byś chciał zrobić?
- Nie wiem, ale na pewno byłoby to lepsze od stania tak tutaj i zamartwiania się.
- Chodź do domu. Odpoczniemy trochę.
- A kto przy niej będzie?
- Rodzice zaraz tu będą. Chodźmy.
Ostatni raz spojrzałem na akcję przeprowadzaną przez lekarzy i poszedłem za dziewczyną. Wsiedliśmy do jej samochodu i ruszyliśmy spod szpitala.
- Opowiedz mi, jak to się stało, że wasi rodzice są razem? - zacząłem temat.
- Nie pamiętam tego. Miałam wtedy dwa latka, podobno ojciec zdradzał matkę. Kiedy okazało się, że ta druga jest w ciąży, matka odeszła...na zawsze...nie dali rady jej uratować.
- A co z tym od mamy Nessy?
- O to musisz zapytać Vanessę, bo ja tego nie wiem.
Byliśmy już na miejscu, więc zakończyliśmy rozmowę. Zaczynałem powoli żałować, że powiedziałem Vanessie, iż jej nie kocham. Była dla mnie najważniejszą osobą, jaką znałem. Kochałem ją...ale jak przyjaciółkę. Nie umiałem bardziej, nie umiałem się w niej zakochać, tak jakby chciała...
- Hey, rozluźnij się - szepnęła  mi do ucha Megan, delikatnie przygryzając wargę.
- Nie umiem - mruknąłem. - Ciągle o niej myślę.
- To przestań.
Po tych słowach pocałowała mnie namiętnie. Zanim zdążyłem się opamiętać, już było po wszystkim. Leżeliśmy obok siebie, wpatrując się w swoje oczy, kiedy usłyszeliśmy wołania jej rodziców. Szybko się ubraliśmy i wyszliśmy z pokoju.
- Tu jesteście - odetchnął jej tata. - Słuchajcie, my niestety nie możemy zostać z Vanessą. Mamy nocną zmianę, czy wy byście mogli?
- Ja nie mogę - przyznała Meg. - Mam rano ważne spotkanie. Zayn zresztą obiecał, że pójdzie ze mną.
- Ja do niej pojadę - oznajmiłem, wiedząc, że dziewczyna kłamie.
*************
Vanessa przeżyła. Była przytomna i patrzyła na mnie, stojącego poza szybą do sali. Nie miałem odwagi tam wejść i przeprosić za wszystko, zwłaszcza po dzisiejszym zdarzeniu z Megan. To wszystko mnie przerastało. Dlaczego to zrobiłem? Dlaczego zrobiłem TO najpierw z Nessą, a później z jej siostrą? Dlaczego to wszystko jest takie trudne?
- Kocham Cię - szepnąłem, wpatrując się w nią przez szybę, na co zrobiła smutną minę.

wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział 3

*Vanessa*

Minął miesiąc od naszej przeprowadzki do Londynu. Przez cały ten czas spotykałam się z Adą, powoli się poznawałyśmy. Już zdążyłam ją polubić. Stała się moją najlepszą przyjaciółką. Mogłam jej się zwierzyć ze wszystkiego. I tak oto dowiedziała się, że ćpam, palę i piję. Jednego tylko nie wiedziała. O tym, że widzę, rozmawiam i czuję Williama. Uznałaby mnie wtedy za jakąś wariatkę z psychiatryka.
Zayn i Megan się rozstali. Podobno uczucie między nimi "wygasło", ale ja domyślałam się, że poszło o dragi. W końcu Meg od początku nie podobał się fakt, iż Malik jest dilerem. Zawsze się o to wykłócali. Nie było dnia, aby żadne z nich o tym nie wspomniało. Oczywiście nie przy rodzicach, bo ci by zabronili w ogóle Zaynowi się do nas zbliżać. Z jednej strony zdziwiła mnie wiadomość o ich rozstaniu, ale z drugiej ucieszyła. Teraz miałam większe szanse na zdobycie go.
- No i tak oto oznajmił mi, że zerwali - zakończyłam mówić Adzie.
- Wow! - skomentowała. - W sumie to się jej nie dziwię. Też bym nie chciała mieć chłopaka dilera.
- No, w sumie to chyba nikt by nie chciał...oprócz mnie. Mówię ci, on jest boski!
- Każdy ma swój gust, skarbie - usłyszałam tuż obok siebie.
- Eee Zayn? Co ty tu robisz?
- Chciałem z tobą porozmawiać - uśmiechnął się.
- No to mów.
- Na osobności.
- Okey. Ada, zaraz wrócę.
- Wiesz co, ja i tak już muszę iść. Za chwilę będziemy mieć gości. Pa - odeszła.
- No, to o czym chciałeś pogadać? - zapytałam.
- Rodzice pojechali do znajomych, Megan będzie nocować u jakiejś koleżanki.
- I? To było takie "prywatne", że nie mogłeś mi powiedzieć przy Adzie?
- Nie o to mi chodzi, ty nic nie rozumiesz.
- No to, proszę, wytłumacz mi to.
- W moim pokoju schowane są dragi - szepnął, przybliżając się do mnie. - Wiesz, co to oznacza?
- Wiem, idziemy.
Ruszyliśmy w stronę domu. Ani chwili nie zastanawiałam się i weszłam do środka, wpierw przekręcając kluczyk w drzwiach. Zayn otworzył mi do swojego pokoju, po czym zamknął za sobą i wyciągnął proszek z szafy, podczas gdy ja siadałam na łóżko.
Zdziwił mnie swoim zachowaniem, bo zamiast otworzyć woreczek, położył go na szafkę obok łóżka. Uśmiechnął się i usiadł obok mnie. Patrzył głęboko w moje oczy, po czym złożył delikatny, ale namiętny pocałunek na moich ustach, jedną rękę wsuwając pod bluzkę...

(Następnego dnia)

Weszłam do kuchni, gdzie przy stole siedział Zayn. Rozmawiał o czymś z tatą, który patrzył na niego z pełnym podziwu wzrokiem. Mama smażyła naleśniki, nucąc sobie pod nosem jedną ze swoich ulubionych piosenek. Kiedy Malik mnie zobaczył, uciął w pół słowa i powiedział:
- Przepraszam, ale ja chyba...muszę porozmawiać z Vanessą. Pozwolisz?
- Tak, jasne - uśmiechnęłam się.
Przeszliśmy do salonu, gdzie nikt nas nie mógł słyszeć z kuchni. Chłopak chwilę wpatrywał się w stół, stojący obok nas.
- Nie wiem, jak ci to powiedzieć - zaczął z wahaniem. - Przepraszam cię za wczoraj.
- Ale czemu ty mnie przepraszasz? Nie rozumiem.
- Chodzi o to, że...zrobiliśmy TO a w ogóle nic do siebie nie czujemy.
- Czyli, że ty...że ty nic do mnie nie czujesz?
- No...nie. A co ty myślałaś?
Nie odpowiedziałam. Byłam zaszokowana tym, co właśnie usłyszałam. Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Szepnęłam tylko coś w rodzaju "nic" i poszłam do siebie, a ponieważ mój pokój był z łazienką, od razu do niej weszłam i, zamknąwszy drzwi na klucz, stanęłam nad umywalką. Zrobiłam to, co miałam ostatnio w zwyczaju robić, gdy byłam smutna, przygnębiona - pocięłam się.
Kiedy patrzyłam jak krew spływa po mojej ręce, zaczęło mi się kręcić w głowie. Powoli słabłam. Traciłam siły. Umierałam. To było najlepsze uczucie, jakie dane mi było zaznać od śmierci Willa - moją własną śmierć. Chciałam znów go zobaczyć, dotknąć. Ale tak naprawdę, po tamtej, po drugiej stronie. Odchodząc, słyszałam tylko głos Zayna "Vanessa, otwórz, proszę! Vanessa? Vanessa, powiedz coś!", po czym głośny huk i poczułam zimne ręce na mojej szyi, sprawdzające puls.
- Zayn - jego twarz była rozmazana.
- Vanessa, spokojnie, zaraz będzie karetka. Nie odchodź, nie zamykaj oczu.
- Kocham Cię - zdążyłam wyszeptać...


-----------------------
I jak? No tak, krótkie rozdziały piszę, ale chodzi mi o to, żeby było bardziej tajemniczo. Jak sądzicie, Vanessa przeżyje? A może umrze? Co się stanie?
Mam nadzieję na jakieś komentarze pod tym rozdziałem ;) Dobranoc :**

horanowa

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 2

*Vanessa*

Wyszłam z domu pod pretekstem spaceru. Tak naprawdę potrzebowałam zapalić. Pewnie większość z Was zapytała teraz "Czemu?". Otóż, moi rodzice nie tolerują takich rzeczy. Sami nie palą (chociaż tatę nieraz widziałam z fajką, ale to szczegół) i nie chcą, aby ich dzieci paliły. Więc za każdym razem wychodzę z domu. Wolałabym nie narażać się na to, że starzy mnie zobaczą.
    "Czemu to robisz?" - usłyszałam.
- O co ci chodzi? - zapytałam, wiedząc, kto to.
    "Czemu niszczysz siebie? Kiedyś taka nie byłaś, panowałaś nad tym"
- Widzisz, jak szybko ludzie się zmieniają.
    "To dlatego, że ja odszedłem?"
- Nie.
    "Ness, mnie nie oszukasz. Kiedy żyłem, nie cięłaś się. Nawet tyle nie paliłaś. Myślisz, że tego nie widzę?"
- Will, to moja sprawa, ile palę.
    "Nie zrozum mnie źle, po prostu chcę twojego dobra - zobaczyłam go przed sobą. - Chcę, żebyś nie cierpiała. Zależy mi na tobie"
- Chcesz, żebym nie cierpiała? To zabierz tamtego pustaka, który siedzi teraz w domu!
    "Zayn nie jest taki zły, to równy gość"
- Ty się w nim nie zakochałeś.
    "A więc o to ci chodzi. Posłuchaj - spojrzał mi prosto w oczy. - Jemu też na tobie zależy"
- Skąd to wiesz?
    "Inaczej by cię nie pocałował wtedy"
- Skąd wiesz, że mnie pocałował?
    "Mówiłem ci już, zawsze jestem przy tobie"
Po moich policzkach znów spływały łzy. Nagle odechciało mi się palić i wyrzuciłam prawie całego papierosa na ziemię, po czym szybko go przydeptałam.
- Hey, co się stało? - usłyszałam damski głos.
    "Ja spadam, pamiętaj, zawsze jestem. Tylko zawołaj. Pa"
- Nic - spróbowałam uśmiechnąć się do dziewczyny.
- Przecież widzę, inaczej byś nie płakała - martwiła się.
- Po prostu tęsknię - przyznałam.
- Za?
- Za przyjacielem. Bardzo bliskim przyjacielem.
- Wyjechał? Pojedź do niego.
- Nie wyjechał. Odszedł. Na zawsze.
Chyba zrozumiała, bo nic więcej nie powiedziała. Ani słowa. Stałyśmy tak przez chwilę, a kiedy zrobiłam krok przed siebie, żeby odejść, ona się odezwała:
- Opowiedz mi, jeśli możesz. Jak to było? Co się stało?
- To moja wina. Ja go zabiłam.
- Jak to?
- Dałam mu za dużą dawkę dragów. Umierał w moich ramionach, rozumiesz to? A ja nic nie mogłam zrobić!
- Nie powinnaś się o to obwiniać. To nie twoja wina, gdyby nie chciał, to by tyle nie wziął. A on na pewno by nie chciał, żebyś się obwiniała za jego śmierć.
- Ja idę, na razie.
- Czekaj. Jeśli będę ci mogła jakoś pomóc, tu masz mój numer - podała mi kartkę.
- Jak mam cię zapisać?
- Adrianna.
- Okey, dzięki. Cześć.

*Zayn*

Siedziałem na łóżku w swojej sypialni i rozmyślałem nad wszystkim, co wydarzyło się w ciągu tych ostatnich dwóch dni. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego pocałowałem Vanessę. Przecież mi się nie podoba. A w ogóle to chodzę z jej siostrą. Przybraną, ale jednak siostrą. Nie powinienem był tego robić. Co sobie wtedy pomyślała? Że chcę ją wyrwać?
Kiedy mówiłem, że wiem, iż się jej podobam, zmyślałem. Ale jej twarz wtedy jakoś zmizerniała. Czyżby ona naprawdę...zakochała się we mnie? Nie, to niemożliwe. W końcu jestem chłopakiem jej siostry. Ona dobrze o tym wie, od początku cały czas mi to mówi. Nie podobam jej się, wiem to. A może powinienem zapytać ją? Może powie mi prawdę? Co ja sobie w ogóle wyobrażam? Ma mi wyznać miłość? Ja wariuję...
- Możemy porozmawiać? - zapytałem, wchodząc do pokoju Nessy.
- Jasne - uśmiechnęła się. - Siadaj. O czym chciałeś porozmawiać?
- O nas.
- Jak to "o nas"? Nie ogarniam.
- Czy ja...czy ja ci się podobam?
- Co? To już przesada. Jesteś chłopakiem mojej siostry i pytasz, czy mi się podobasz.
- Po prostu...kiedy ci to mówiłem wczoraj...no wiesz, że wiem o tym...zmyślałem. Byleby znaleźć jakiś pretekst. To był głupi pocałunek, przepraszam cię za to.
- Zayn...skoro już o tym rozmawiamy to...nie, nie podobasz mi się! A teraz wynocha, bo jestem zajęta! - zaczęła mnie bić poduszką.
- Dobra, dobra, już idę!
No i nic się nie dowiedziałem. A może to prawda, że ona mnie nie kocha? Może mówi prawdę i nawet nie stara się mnie okłamywać? Wyglądała na całkiem poważną, mówiła serio. Inaczej bym zauważył w jej oczach, że mija się z prawdą...

-------------------------------------

Heeeeey Directioners and Beliebers!

Mam dzisiaj dobry humorek, ale rozdział taki nijaki mi wyszedł. Kto ma ferie, a kto do szkoły? Ja już wolne! :D Więc może rozdziały będą się pojawiały częściej niż dwa razy w tygodniu, ale tego nie obiecuję, bo ostatnio co chwilę tracę zasięg z netem. Założyłam fanpage na facebook'u, na którym będę zamieszczać informacje o pojawieniu się nowego rozdziału na tym blogu jak i na reszcie moich blogów ;) Lajkujcie, udostępniajcie, polecajcie znajomym, POTRZEBUJĘ LAJKÓW! :D

Mrs.Horan



Słodkich Directioners i Beliebers!
Mrs.Horan xo

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 1

Hey, przepraszam, że wcześniej nie publikowałam, ale nie miałam za bardzo czasu, a poza tym musiałam też prowadzić inne blogi. Jednak postaram się teraz prowadzić bloga regularnie. Jeśli będę mogła, to rozdziały będą dodawane dwa razy w tygodniu. Na początek chciałam się z Wami podzielić zwiastunem, który pewnie i tak większość z Was już zna ;) Rozdział krótki, ale wprowadza w tematykę opowiadanie =D Mam nadzieję, że blog Wam się spodoba =D Miłego czytania! <3

Mrs.Horan :*

---------------------------------


*Vanessa*

- I myślisz, że tak po prostu uwierzę w te bzdury? - Megan popchnęła mnie na regał, z którego zdejmowałyśmy wszystkie książki. - On by mi czegoś takiego nie zrobił!
- Ale mówię ci, jak było naprawdę! - tłumaczyłam.
- Dziewczyny, uspokójcie się - do pokoju wszedł chłopak mojej siostry. - To był jeden głupi pocałunek. Zupełnie przypadkowy. Po prostu potknąłem się i poleciałem na Vanessę, przez przypadek ją całując.
- To po co stała przed tobą?!
- Niosła herbatę, o którą wcześniej poprosiłem. Nie widzisz mokrych plam na podłodze?
- Dobra, niech wam będzie. Ale żeby to było ostatni raz!
Meg wyszła z mieszkania wraz z książkami, które wynosiłyśmy do samochodu, a chłopak objął mnie rękami.
- Myślisz, że ja nie wiem? - zapytał.
- O co ci chodzi? - zdziwiłam się.
- Podobam ci się już od dłuższego czasu.
- Popieprzyło cię?!
Natychmiast się od niego odsunęłam. Nie chciałam, żeby wiedział. Nie chciałam, żeby nawet czegoś się domyślał. Zależało mi na tym, aby zachować to w tajemnicy jak najdłużej. Także z racji tego, że nie znałam go długo. W końcu zaledwie rok temu Megan przedstawiła go nam. Od razu domyślałam się, że coś jest z nim nie tak. Pół roku temu dowiedziałam się, że jest dilerem. Narkotyków oczywiście.
Było to dokładnie 12 stycznia. Był ciepły i słoneczny poranek. Wychodziłam ze szkoły wraz z moim dotąd najlepszym przyjacielem, Williamem. Potrzebowaliśmy trochę odstrzału. Tak, byliśmy uzależnieni. A raczej ja dalej jestem. Will poprosił, żebym poszła razem z nim do dilera, bo tak będzie szybciej. No więc poszliśmy. Nie wiedziałam, kto to jest, bo nigdy nie chodziłam z kolegą po towar, więc lekko się zdziwiłam, gdy zobaczyłam JEGO. Lekko, bo domyślałam się, że jest w jakiś sposób związany z prochami, ale jeszcze nie wiedziałam, że diluje. To był dla mnie delikatny wstrząs.
- Dzieciaki, jedziemy - oznajmiła mama, wchodząc do salonu.
- Mamo? - odezwałam się.
- Hm?
- Chcę ostatni raz odwiedzić Willa - po moich policzkach spływały łzy.
- No dobrze, podwieziemy cię. Ale masz 2 minuty.
Delikatnie się uśmiechnęłam i ruszyłam do samochodu razem z mamą i chłopakiem siostry, która miała prowadzić, więc siedziała już za kółkiem. Ruszyliśmy spod bloku, w którym mieszkaliśmy w stronę Domu Williama. Dawno go nie widziałam, stęskniłam się za nim. Kiedyś był najbliższą mi osobą, wszystko mogłam mu powiedzieć, po prostu się zwierzyć. Ze wszystkiego. Zresztą, nadal jest mi bliski. Nawet bardziej niż kiedyś. Podobno tęsknota zbliża do siebie ludzi. Czy tak jest naprawdę? Na pewno.
- Pamiętaj, dwie minuty, później przysyłamy kogoś - oznajmiła mama.
Spróbowałam się znów uśmiechnąć, ale tym razem wyszedł z tego grymas. Wysiadłam z samochodu i skręciłam do Wejścia. Musiałam przejść przez kilka wąskich Uliczek, aby dostać się na odpowiednią. Do samego Miejsca Pobytu Williama nie dało się dojechać samochodem.
Stanęłam przed nim i patrzyłam ze smutkiem w oczach. Łzy spływały teraz jeszcze bardziej. Już lały się wręcz strumieniami. I pomyśleć, że to przeze mnie zakończyła się ta przyjaźń, że to wszystko moja wina. To ja powinnam cierpieć, nie on...
- Will - szepnęłam. - Tęsknię. Bardzo. Gdybyś mógł być teraz przy mnie, stać tu, obok mnie, powiedziałbyś mi, co powinnam zrobić. Doradziłbyś w Jego sprawie. Zawsze mi pomagałeś. I za to cię kocham. Gdybym mogła wrócić czas...nigdy bym nie pozwoliła ci odejść...
   "Ness, nie przejmuj się - usłyszałam, jak mi odpowiada. - To nie twoja wina. To był mój wybór, ja wciągnąłem te prochy. Na własną odpowiedzialność, nie powinnaś się obwiniać o moje odejście"
- Ty nic nie rozumiesz! Kiedy to moja wina! Nigdy sobie tego nie wybaczę, NIGDY!
I nagle to się stało! Zobaczyłam go, jakby był tuż przede mną, już gotowy do uścisku. Patrzył na mnie zaszklonymi oczami i nic nie mówił. Też tęsknił, czułam to. Gdybym jakoś mogła przywrócić go do żywych...nie popełniłabym drugi raz tego samego błędu...
   "Tniesz się - zauważył, podwijając rękaw mojej bluzy. - Dlaczego?"
- Bo cię kochałam. Byłeś całym moim światem. Teraz cię nie ma. I to wszystko moja wina!
   "Nie rób tego. Ja zawsze jestem przy tobie. Nigdy cię nie opuszczę. Będę cię wspierał w tych dobrych jak i w tych złych chwilach, pamiętaj"
- Czas dobiegł końca - poczułam czyjeś ręce na moich biodrach i silny uścisk.
- Zayn - zwróciłam się do chłopaka. - Po co tam w ogóle jedziemy?
- Jak to po co? Zarobić trochę hajsu.
- Ja nie chcę. Wolałabym zostać tutaj, z nim.
- Nessa, nie marudź. Chodźmy - złożył pocałunek na moim policzku.
- Daj mi się pożegnać.
Mulat puścił mnie, ale stał za mną. Trochę mnie to krępowało. Zawsze, gdy tu przychodziłam, byłam sama. Nikogo więcej. Mogłam wtedy swobodnie rozmawiać z Williamem bez obawy, że ktoś uzna mnie za wariatkę, która uciekła z psychiatryka...
- William - wybełkotałam przez łzy. - Tęsknię, pa.
   "Będę przy tobie, nie ważne gdzie. Zawsze będziesz czuła moją obecność. Pa, Ness"
Powoli położyłam bukiet kwiatów na grobie i po raz ostatni odczytałam zapiski z nagrobka:


William David McGrow
ur 12.11.1994
zm 15.03.2009

"Śmierć nie jest niczym strasznym, tylko musisz umieć przeboleć cierpienie"



Odetchnęłam głęboko i powoli odwróciłam się, po czym ruszyłam w stronę wyjścia. Zayn objął mnie ramieniem i prowadził przez Uliczki. Objęcie było troskliwe. Ale czy to możliwe u kogoś, kto jest dilerem? Zdaje mi się, że raczej nie. A może po prostu udaje? W takim razie świetnie mu idzie. Tylko, że ja nie zamierzam się poddać, nie powiem mu, że mi na nim zależy...


*Zayn*

Było w niej coś, czego nigdy dotąd nie widziałem w żadnej dziewczynie...coś, czego nawet nie umiem określić słowami. To było w niej zaskakujące i jednocześnie pociągało mnie. Właśnie to był mój ideał dziewczyny. Była kompletną przeciwnością Megan. Jej przybrana siostra była nudna, ciągle siedziała w książkach, zakuwała. Nie była zbyt ambitna. Chciała tylko skończyć szkołę i znaleźć jakąś pracę. A Nessa? Nessa miała konkretne plany na przyszłość. Chciała zostać sławną piosenkarką lub modelką. W najgorszym wypadku fryzjerką znaną w całym mieście. I to właśnie było najważniejsze. Że była ambitna, że miała plany, marzenia.
- Jaki piękny dom! - zachwycała się Van, rozglądając się po pomieszczeniach.
- Eee tam, lepsze nasze mieszkanie było - skomentowała Meg, otwierając jedną z książek.
- A może byś w końcu zostawiła te książki, co? - zapytałem.
- Kochanie, ciekawi mnie ta książka. Chcę ją doczytać do końca.
- Jak tak ma wyglądać nasz związek, to ja to pieprzę.
- Chyba nie chcesz odejść?
- Jeśli nie dasz mi wyboru...
- Megan, Zayn ma rację - wtrąciła moja przyszła teściowa. - Ciągle siedzisz w tych książkach, zadbałabyś chociaż trochę o swój związek.
- Przecież dbam.
- Właśnie widać - mruknęła Nessa, wchodząc do jednego z pokoi. - Zajmuję tą sypialnię!