czwartek, 6 marca 2014

Rozdział 9

*Vanessa*

Od powrotu Zayna ze szpitala minęły trzy miesiące. Ja już wyglądam jak kula do kręgli, a on wciąż patrzy na mnie z tą samą miłością, z którą wcześniej. Są chwile, kiedy nie może ze mnie wzroku spuścić. Ale też są dni, kiedy nie chce na mnie patrzeć, a ja tylko zadaję sobie pytanie - czemu? Czy zrobiłam coś nie tak? Czy zachowałam się wobec niego źle? Co się dzieje?
- Nessa - Megan stanęła przede mną.
- Co chcesz? - zapytałam zdziwiona.
- W dniu wypadku...Zayn jechał do ciebie.
- Wiem. I co z tego?
- Jechał do ciebie, żeby ci oznajmić, że między wami koniec.
- Wiesz co? Wiedziałam, że nie chcesz mojego szczęścia, ale żeby tak mi kłamać prosto w oczy?
- Nie wierzysz mi? Proszę bardzo, posluchaj - wręczyła mi swój telefon.
- Kocham cię, Megan - mówił Zayn.
- Ja cię też, ale...
- Ale?
- Ale ty jesteś z Vanessą.
- Skarbie, powiedz słowo, a z nią zerwę.
- Zrobiłbyś to dla mnie?
- Oczywiście, kochanie.
- Nie, to...to po prostu...jak on mógł?!
Odwróciłam się i ruszyłam prosto. Nie chciałam już widzieć ani Zayna, ani Megan. Chciałam z kimś porozmawiać. Szczerze. Bez żadnych tajemnic.
- Nessa, czemu płaczesz? - zapytał Justin otwierając drzwi i wypuszczając mnie.
- Wtedy...w dniu wypadku...on chciał zerwać...
- Co? Ja go kurwa dorwę!
- Zostaw go Justin. Nie warto...ała! Jus, dzwoń po karetkę!

*Justin*

Po dziesięciu minutach karetka przyjechała i zabrali Vanessę, która zaczęła rodzić. Mocno się wystraszyłem, bo przecież mogła stracić dziecko. W piątym miesiącu to jest naprawdę niebezpieczne.
Szybko wybrałem numer do Zayna, aby powiadomić go, że dziewczyna rodzi, ale nie odbierał, więc pojechałem za karetką. Skoro nie chciał być przy narodzinach swojego syna to już jego strata. A założę się, że na pewno już był ze swoją nową dziewczyną.

*Zayn*

Leżałem obok Megan, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałem na ekran i już miałem odebrać, kiedy dziewczyna wzięła mi komórkę i wyłączyła ją. Chciałem już coś powiedzieć, ale nie chciałem robić spiny, więc tylko westchnąłem cicho i zamknąłem oczy. Niestety nie dane mi było usnąć, gdyż znów zadzwonił telefon.
- Daj mi go - zażądałem.
- Ale to Vanessa.
- A może stało się coś ważnego?
- Na przykład?
- Na przykład może jechać do sZpitala.
- Za wcześnie. To dopiero piąty miesiąc...
Wyrwałem jej telefon i odebrałem. Od razu usłyszałem męski głos, oznajmiajacy, że Nessa rodzi. Szybko się ubrałem i już miałem wyjść, kiedy Megan mnie zatrzymała.
- Skoro do niej jedziesz to ja jadę z tobą.
- Po co?
- Chcę mieć pewność że do niej nie wrócisz.
- Nie wrócę, nie mam zamiaru.

Przepraszam, przepraszam i przepraszam! Za moją dłuuuuugą nieobecność i za tak krótki rozdział. Po prostu nie miałam dostępu do Internetu, jak i weny. Dziś publikuje z telefonu, dlatego tak krótko ;)

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

środa, 26 lutego 2014

Przeprosiny

Hey ;**
Chciałabym Was bardzo wszystkich przeprosić za moją długą nieobecność. Po prostu w ostatnim czasie nie miałam weny i do tego jeszcze tyle sprawdzianów...przepraszam! Prawdopodobnie kolejny rozdział pojawi się w sobotę lub niedzielę. Jeśli najdzie mnie wena ;)

Crazy Mofo ;3

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 8

*Vanessa*

Siedzieliśmy wszyscy przy łóżku Zayna. Jego ojciec w ogóle nie pozwalał mi się do niego zbliżyć, więc krążyłam po sali. Już prawie miesiąc tu leżał. Lekarze od tygodnia powoli go wybudzali, podając jakieś środki, więc musieliśmy czekać. Mnie wciąż męczyło jedno pytanie - kiedy on się obudzi, to jak mam mu to powiedzieć? Jak mu powiedzieć całą prawdę? Co ja mam zrobić? Ostatnimi czasy cięłam się jeszcze bardziej, po prostu nie umiałam pogodzić się z rzeczywistością. Prochy postanowiłam odłożyć na bok, bo widziałam, co one robią z ludźmi. Tu miałam żywy dowód tego...
- Nessa - usłyszałam nagle jego głos.
- Synu - od razu zareagował Yasir. - Jesteśmy z mamą przy tobie.
- Vanessa...gdzie ona jest?
- Jestem tutaj - spojrzałam na niego.
- Dotknij mojej ręki...
- Nie mogę...
- Ale dlaczego?
- To przez nią tu jesteś. Nie pozwolimy jej się do ciebie zbliżyć - wtrącił jego tata.
- Ale ja chcę z nią porozmawiać. Na osobności...
- Zayn - podjęłam temat, gdy jego rodzice niechętnie wyszli z sali. - Muszę powiedzieć ci coś ważnego...
- Co takiego? - miał oczy lekko otwarte.
- Ja...wiem, że to nie najlepszy moment, ale...jestem w ciąży.
- Który tydzień?
- Drugi tydzień drugiego miesiąca.
- To cudownie, skarbie.
- Tak, tylko że...Zayn, chodzi mi o Megan.
- ....
- Wtedy jechałeś do niej, mam rację?
- Nie. Jechałem do ciebie.
- Jak to do mnie?
- Chciałem...chciałem cię wtedy za wszystko przeprosić.
- A po co brałeś?
- Bo byłem zdenerwowany. Wiesz, że zawsze biorę, aby się uspokoić.
- Czym niby byłeś zdenerwowany?
- Tym, co ci powiedziałem. Nie to miałem na myśli. Wiedziałem, że ciebie to zabolało i dlatego się rozłączyłaś. Jechałem do ciebie, bo bałem się, że zrobić coś głupiego.
- Nawet przez chwilę nie pomyślałam o tym, żeby zrobić coś głupiego - w moich oczach stanęły łzy.
- Przepraszam cię - szepnął.
- Chciałeś mi coś powiedzieć.
- Już nieważne. Czyli...będziemy rodzicami?
- Tak. Jeszcze pół roku temu nawet bym nie pomyślała, że będę mieć dziecko z tobą...
- A ja nie pomyślałbym, że będę mieć przy sobie kogoś tak cudownego jak ty...
- Panie Malik - do sali wszedł lekarz. - Witamy wśród ludzi. Widzę, że przywitał się już pan z rodziną.
- Tak.
- Ja przepraszam, że przerywam, ale wyjdę na chwilę - wtrąciłam.
- Słonko, coś się stało? - zaniepokoił się chłopak.
- Nie, po prostu źle się czuję.
- No to coś się dzieje.
- Mogę panią przebadać - zaproponował lekarz.
- No właśnie, najlepiej by było - stwierdził Malik.
- Nie, dziękuję. Zayn, spokojnie. To są typowe oznaki...
- Ale dobrze by było się upewnić, czy z maleństwem wszystko w porządku.
- Zayn, niedługo idę do lekarza. Spokojnie, nic mu się nie stanie...

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 7

*Vanessa*

- Ja mówiłem poważnie - odezwał się ojciec. - Jeśli się wyniesiesz, to możesz już nie wracać.
- Nie martw się - mruknęłam. - Nie mam zamiaru.
Chwyciłam Zayna za rękę i razem wyszliśmy z sali, przed którą stała mama. To było wręcz nie do pomyślenia, że zmuszają mnie do przeprowadzki. To znaczy nie zmuszają, ale muszę się od nich wyprowadzić, jeśli chcę, aby mieć przy sobie ukochaną osobę. Jakoś mojej siostrze, Megan, tak nigdy nie zrobili. Zawsze jej chłopak był dla nich święty. Tak samo Zayn. Póki nie dowiedzieli się o narkotykach, póki nie byliśmy razem, to jakoś był świetny, idealny. Dopiero później się to zmieniło. Jakby ta idealność, ta świetność zależała od prochów...
- Nessa - mama podeszła do mnie. - Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, to pamiętaj - zawsze możesz do mnie przyjść, zwrócić się do mnie o pomoc, o cokolwiek...
- Dzięki mamo - spróbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł mi z tego grymas.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że będziesz mieszkać z nami - powiedział Zayn, kiedy już jechaliśmy do domu.
Nagle chłopak zatrzymał samochód i oznajmił, że jesteśmy na miejscu. Ja w odpowiedzi tylko się uśmiechnęłam i wysiadłam z samochodu. Malik podszedł do mnie i chwycił za rękę, po czym razem weszliśmy do domu. Ku mojemu zdziwieniu był pusty.
- A gdzie twoi koledzy? - zapytałam.
- Liam z Niallem na spacerze. Louis z "koleżanką", z którą poznał go Harry.
- A Harry?
- Ten to na pewno znowu wyrywa wszystkie napotkane dziewczyny...
Przerwał mu dźwięk mojego telefonu. Przeprosiłam i spojrzałam na wyświetlacz. To Justin, którego poznałam w szpitalu. Był tam z zapaleniem płuc. Odebrałam. Chłopak chciał się dziś spotkać, ale powiedziałam mu, że nie za bardzo mam czas, bo przeniosłam się do nowego domu. Zrozumiał i poprosił, abym do niego zadzwoniła, kiedy będę miała czas.
- Jesteśmy!
- To dobrze - uśmiechnął się Zayn do chłopaków. - Słuchajcie, to właśnie jest Vanessa. Vanesso, to są Louis, Liam, Niall i Harry.
- To ta Vanessa, o której nam tyle mówiłeś? - zapytał...em...Liam?
- Tak, ta, o której wam tyle mówiłem.
- No no, stary, nie mówiłeś nam, że jest taka śliczna - objął mnie...yyy...ten...Louis? Harry?...Lokowaty brunet!
- I jego - powiedziałam odsuwając się od chłopaka.
- No właśnie Styles - zaśmiał się Malik. - Ona jest moja. Łapy z daleka.
- Oj tam, oj tam. Jeden skok w bok nie zaszkodzi.
Malik przewrócił oczyma i objął mnie ramieniem, prowadząc do mojego nowego pokoju. Kiedy do niego weszliśmy chłopak zamknął drzwi i podszedł do mnie.
- Uważaj na niego - szepnął, składając pocałunek na mojej szyi. - Znam go krótko, ale zdążyłem się dużo dowiedzieć. Lubi się bawić dziewczynami.
- Co ty gadasz? Nie wygląda na takiego.
- Może nie wygląda, ale taki jest...

*Dwa miesiące później*

*Harry*

- Nessa - byłem mocno przerażony. - Zayn jest w szpitalu.
- Co?! Jak to?! Co mu się stało?!
- Louis powiedział mi, że miał wypadek samochodowy. Podobno był pod wpływem narkotyków.
- Zawieź mnie do niego.
- Ty coś wiesz?
- Harry, po prostu mnie tam zawieź!
Przeraziłem się jeszcze bardziej z powodu jej tonu. Nigdy tak do mnie nie mówiła. No bo w końcu zdążyliśmy się bardzo zaprzyjaźnić. Staliśmy się przyjaciółmi w ciągu zaledwie tygodnia. Ja wiedziałem, że ona czuje coś do Zayna, a Zayn do niej. Jednak żadne nie miało odwagi zapytać, czy są parą, czy też nie. Ani ona, ani on nie wiedzieli jak o to zapytać...
Szybko wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do szpitala. Zapytaliśmy pierwszego lepszego lekarza, na której sali leży Zayn Malik, a ten wskazał nam...OIOM?! W moich oczach już malował się strach. Chyba nie tylko w moich. Vanessa była cała zapłakana. Ja nie wiedziałem, co się dzieje. Ona miała opuchnięte od płaczu oczy.
Objąłem ją mocno ramieniem i podeszliśmy do chłopaków. Na krzesłach siedzieli Yasir i Patricia, rodzice Malika. Jego rodzicielka płakała. Zresztą nie dziwiłem się jej, w końcu to jej syn, to ona nosiła go przez dziewięć miesięcy pod swoim sercem. To ona wtedy cierpiała, to ona cierpiała przy porodzie. Tak, właśnie ona. Nikt inny.
- Co się stało? - zapytałem Yasira, widząc, że chłopcy nawet mi nie odpowiedzą.
- Wypadek miał - odpowiedział mi. - Właśnie ma operację. Nie wiadomo czy przeżyje.
- Przepraszam! - zaczęła Nessa, a do jej oczu napłynęły łzy. - To moja wina! Gdybym tylko mogła cofnąć czas...przepraszam...
- Tak, to twoja wina! I po co tu jeszcze przyłazisz?
- Yasir, uspokój się - odezwała się Patricia. - To nie twoja wina, Vanessa. To on od zawsze miał problemy z narkotykami, to wyłącznie jego wina.
- Ale...ale ja...ja mu powiedziałam, że skoro tak ma wyglądać nasza znajomość, to nie chcę go znać. Ćpał przeze mnie...
- To ty powinnaś być na jego miejscu, leżeć teraz na stole operacyjnym! - krzyknął Yasir. - Prawda, Harry?
- Ja nie wiem jak było, więc nie oceniam. Ale jestem pewny, że to nie przez Nessę. Ona jest dobrą dziewczyną, może się posprzeczali, ale nie możemy jej obwiniać o ten wypadek...

*Vanessa*

To była moja wina. To moja wina, że Zayn ma teraz operację. Nawet nie wiadomo, czy przeżyje. Gdybym tylko to przewidziała...nigdy bym nie pozwoliła mu wtedy jechać. Kocham go i wiem, że nie powinnam mu tego mówić...w dodatku przez telefon. Co ze mnie za dziewczyna? Co ja gadam, przecież nawet nie wiem, czy jesteśmy parą. Zresztą, na pewno mnie teraz nie będzie chciał...
- Halo - odebrałam dzwoniący telefon.
- Heyy Ness - usłyszałam. - Spotkamy się dziś?
- Emm Jus, dzisiaj niestety nie mogę. Zayn jest w szpitalu.
- Przecież wy nawet nie jesteście parą, więc co się martwisz?
- No, ale wiesz, czuję się w jakiś sposób związana z nim...poza tym mam pewne obawy.
- Jakie obawy?
- Spotkajmy się jutro o 15 przed moją szkołą to ci wszystko opowiem.
- Okey, tylko, Nessa...
- Hm?
- Nie płacz, wszystko będzie w porządku...

--------------------------------
Heyy ;**

Na początek powiem...
Podziękowania dla Natalia Styles - za komentarz pod poprzednim rozdziałem ;*
Przeprosiny - że wczoraj nie dodałam :(
No i dziękuję Wam za 308 wyświetleń! Jesteście boscy! ;**
I jeszcze HAPPY BIRTHDAY HARRY STYLES FROM POLAND!! <3

horanowa xo

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 6

*Zayn*

Wyszedłem z gabinetu lekarza załamany tym wszystkim i od razu skierowałem się do sali, na której leżała Vanessa. Już miałem tam wejść, kiedy mnie zamurowało. Przy jej łóżku siedziała Megan, co mnie bardzo zdziwiło. Przecież była na nią zła! W końcu wiedziała, że podobam się Nessie. Dziwne, żeby teraz normalnie ze sobą rozmawiały...
- Meg, możesz nas na chwilę zostawić samych? - zapytałem. - Muszę porozmawiać z Vanessą.
- Pamiętaj, Nessa, co ci mówiłam. Dasz radę. Wyjdziesz z tego - uśmiechnęła się do siostry.
- Słuchaj - zacząłem, gdy wyszła. - Musisz przestać to robić. Musisz przestać się ciąć.
- Po co? - Zayn, ja nie chcę dłużej żyć. Nie chcę mieszać między wami.
- Jak się dowiedziałaś o dziecku?
- Megan mi powiedziała. Zayn, ja tak dłużej nie mogę.
- Ale jak?
- Ja muszę odejść. Nie wytrzymuję tego wszystkiego. Widok ciebie z Meg mnie jeszcze bardziej pogrąża. Więc albo odejdę z domu, albo z waszego życia na zawsze...
- Nessa, masz dopiero 16 lat. Jeszcze całe życie przed tobą. Nie możesz zrobić żadnej z tych rzeczy.
- Ale zrozum, ja tak nie mogę...
- Zayn, pozwól na chwilę - ich tata wszedł do sali.
- Możecie porozmawiać tutaj - powiedziała Nessa.
- No dobrze...

*Vanessa*

- No dobrze - zaczął tata. - Masz wynieść się z naszego domu.
- Dlaczego? - zapytał Zayn.
- Bo narkomanów i ćpunów nie tolerujemy.
- Ale o czym pan mówi?
- Dowiedzieliśmy się, że handlujesz prochami. Masz dwa dni na wyniesienie się z domu. A i Megan usuwa ciążę. Właśnie załatwiliśmy jej wizytę w klinice.
- Ale ona nie może tego zrobić! To także moje dziecko.
- Dwa dni, Malik. I zakaz zbliżania się do naszych córek.
- Tato - wtrąciłam. - Jeśli on się od nas wyniesie to ja się zabiję.
- Córuś, to jest narkoman. A wiesz, jak traktujemy narkomanów.
- W takim razie ja też się wynoszę.
- Co ty mówisz?
- Jeszcze się nie domyślasz? Ćpam już od dwóch lat!
- Wyślemy cię na odwyk. A ciebie, Zayn, nie chce więcej na oczy widzieć.
- Tato, ja mówię poważnie. Jeśli on odejdzie to ja się zabiję. Nie zobaczysz mnie już więcej uśmiechniętej i zadowolonej tak jak kiedyś.
- Vanessa, co ty za bzdury opowiadasz? Pożegnajcie się, Zayn już musi iść.
- Daj nam chwilę na osobności.
- Dobrze, ale tylko chwilę - i wyszedł.
- Nessa, muszę ci coś powiedzieć - zaczął Zayn. - Szczerze byłem z Meg tylko ze względu na to dziecko. Ale teraz widzę, że oni już podjęli decyzję, więc mogę ci to śmiało powiedzieć. Kocham Cię - szepnął.
- Ja cię też, Zayn.
- Będziesz oglądać jutro X-Factor?
- Będę.
- Mam do ciebie pytanie.
- Jakie?
- Jeśli wygram - zamieszkasz ze mną?
- Zayn, chciałabym, ale nie mogę. Nie jestem pełnoletnia.
- W takim razie w dniu twoich 18-stych urodzin pakujemy cię i przenosimy do mnie.
- Chwilka minęła. Pożegnajcie się - do sali wszedł tata.
- Pa, Nessa.
- Pa, Zayn.
Chłopak wyszedł, a po moim policzku zaczęły spływać łzy. Oznajmiłam tacie, że po moim wyjściu ze szpitala pakuję się i wynoszę od nich, na co on, że jeśli to zrobię, to nie mam po co wracać.
- Chujowym jesteś ojcem - skomentowałam po cichu, a głośniej dodałam: - Wyjdź, chcę zostać sama.

------------------------------

Heeey ;**

No a więc jest szósteczka! :D Mam nadzieję, że Wam się podobało, pracowałam nad tym rozdziałem do drugiej w nocy, ale i tak czuję, że coś zawaliłam :( Ten rozdział dedykuję Polly Lolly - dziękuję za miłe słowa i za to, że skomentowałaś :D Komentarze są dla mnie naprawdę ważne, bo wiem przynajmniej, że ktoś to czyta ^.^ Dziękuję ;** 
A jaka jest Wasza opinia? Rozdział się udał, czy nie? I jak sądzicie, co będzie z Vanessą i Zaynem? Czy oni będą razem? Czy wytrwają wszelkie złe czasy? No i z kim będzie Megan? Zapraszam do śledzenia ich losów ;)

horanowa xo

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 5

*Vanessa*

Leżałam w tym szpitalu już dość długo. Prawie miesiąc, a mój stan wcale się nie poprawiał. Może dlatego, że nie chciałam? Całe wakacje przeleciały mi koło nosa. Już za tydzień rozpoczyna się rok szkolny, a ja siedzę w szpitalu. I gdzie tu sprawiedliwość?
Pogodziłam się z tym, że Zayn nic do mnie nie czuje. Zrozumiałam, że chyba jednak będzie moim szwagrem po ostatniej akcji z Megan, która powiedziała mi, ze jest w ciąży z Malikiem. Oczywiście jej nie uwierzyłam, bo przecież Zayn by mi o tym powiedział, prawda?
- Przepraszam, czy ja mogę iść do toalety? - zapytałam pielęgniarkę.
- Zawiozę cię - odpowiedziała. - Nie możesz na razie zbyt dużo chodzić. Zaczekam na ciebie przy wyjściu.
Wzięłam swoją kosmetyczkę i usiadłam na wózku, z którym podeszła kobieta. Pojechałyśmy do toalety, a ja po drodze szukałam Zayna. Nagle dostrzegłam go...całującego się z Meg! Tego już nie wytrzymywałam psychicznie. Miałam ochotę raz na zawsze ze sobą skończyć, skończyć ze swoim życiem. Chciałam po prostu odejść, żeby nie mieszać w życiu innych, a zwłaszcza jego. Było widać, że są ze sobą szczęśliwi. Nie mogę im tego utrudniać. Muszę zniknąć z ich życia...
Poinformowana przez pielęgniarkę, że jesteśmy na miejscu, wstałam i weszłam do toalety. Zamknęłam za sobą drzwi i stanęłam nad umywalką, sięgając równocześnie do kosmetyczki i patrząc na swoje odbicie w lustrze...
   "Nie rób tego" - usłyszałam.
- Dlaczego? - zapytałam.
   "A dlaczego to robisz?"
- Bo Zayn...
   "W takim razie przestań to robić z tego samego powodu"
- Ale on...
   "Ness, on cię kocha. Uwierz mi...Vanessa, NIE!" - ostatnie, co słyszałam...

*Zayn*

Megan przytuliła się do mnie i staliśmy tak, dopóki nie zauważyliśmy lekarza leczącego Vanessę biegnącego wraz z ratownikami w stronę toalet. Coś się działo. Ale co?
- Vanessa -szepnąłem. - Coś się stało Vanessie. Panie doktorze!
- Ty jesteś Zayn, mam rację? - zapytał.
- Tak.
- Zostawiła dla ciebie list. A teraz muszę lecieć ją ratować.
Wziąłem od niego karteczkę i zacząłem czytać: "Zayn! Przepraszam cię bardzo za wszystko. Nie chciałam wchodzić z butami w twoje życie. Dlatego też postanowiłam, że będzie lepiej, jeśli odejdę. Nie chcę więcej mieszać w twoim życiu. Nie chcę burzyć twoich relacji z Megan. Wiedz tylko jedno - tak, kochałam cię. Ta końcówka mojego życia nie miałaby sensu bez ciebie. Wierzę, że będziesz szczęśliwy z moją siostrą i że dziecko urodzi wam się zdrowe. Żegnaj, Zayn. Do zobaczenia w dalekiej przyszłości tam, po drugiej, tej lepszej stronie." Powoli czułem jak także moje serce przestaje bić. Wraz z nią umierała część mnie. Kochała mnie. Wszystko, co robiła, robiła dla mnie. Robiła, aby udowodnić, że mnie kocha. Jaki ja byłem głupi. I teraz to dziecko z Megan. czy ja w ogóle tego chcę? Czy chcę zostać ojcem w tak młodym wieku? A może to taki żart, bo Meg domyślała się, iż Nessa mnie kocha?
Pobiegłem za lekarzami. Niestety nie mogłem wejść na salę. Znów przenieśli ją na OIOM. Czyli znów zrobiła to przeze mnie. Znów z mojego powodu chciała się zabić...czyli, że tak musi być? Aby mógł się urodzić ktoś dla mnie ważny to inna taka osoba musi odejść? Dlaczego ten świat jest taki niesprawiedliwy?
- Zayn - zwróciła się do mnie Megan. - Powiedz mi, ty coś do niej czujesz?
- Co?
- Kochasz ją?
- Dobrze wiesz, że nie, kocham tylko ciebie.
- W takim razie udowodnij to.
- Udowodnię ci to w domu.
- Nie o to mi chodzi. Wyjedźmy stąd.
- Nie mówisz poważnie. Jutro mam kolejny etap X-Factora. Nie mogę wyjechać, muszę tu być. A jeśli mi się uda to będę musiał zostać w Londynie na stałe. Zresztą daj mi spokój, ona umiera, a ty gadasz o przeprowadzce...

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 4

*Zayn*

Siedziałem na szpitalnym korytarzu przy oddziale Intensywnej Terapii. Wciąż nie mogłem zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Czemu ona to zrobiła? Czemu się pocięła? Zrobiła to od razu po naszej rozmowie. Powiedziała, że mnie kocha...czy mówiła prawdę? Czy to znaczy, że kłamała, mówiąc, iż tak nie jest? Czy może powiedziała mi to, bo wiedziała, że może nie przeżyć? Dobrze, że udało mi się otworzyć te cholerne drzwi. Inaczej nie moglibyśmy jej zanieść do karetki, być może już by nie żyła.
- Panie doktorze - zaczepił go tata Nessy. - Co z nią?
- Wybudziła się ze śpiączki na jakiś czas - odpowiedział. - Musieliśmy jak najszybciej zahamować krwotok, inaczej już by nie żyła. I tak ma małe szanse na przeżycie tego. Rany są dość głębokie.
- A czy - wtrąciłem. - Czy ja mogę do niej wejść?
- Niezbyt. To jest OIOM.
- Proszę, bardzo mi zależy, aby ją zobaczyć.
- No dobrze. Ale tylko na chwilę. I proszę założyć fartuch.
- Dziękuję.
Założyłem materiał wskazany przez lekarza i wszedłem do sali, w której leżała Nessa. Usiadłem przy jej łóżku i wpatrywałem się w jej twarz, powoli sięgając do jej dłoni. Spojrzała na mnie. W jej oczach widziałem bezsilność.
- Już znasz prawdę - szepnęła.
- Kochasz mnie.
- Przepraszam.
- Za co ty mnie przepraszasz?
- Za to, że cię pokochałam. Nie chciałam źle.
- Słuchaj, wiem, że nie to chciałaś usłyszeć, ale ja też cię kocham. Tylko że jako koleżankę. Dla mnie tamto wydarzenie nic nie znaczyło.
- A dla mnie znaczyło bardzo wiele. Ty dla mnie znaczysz bardzo wiele.
- Nessa, nie zrozum mnie źle. Ja po prostu nie mogę być z siostrą mojej byłej. Ale lepiej powiedz mi, dlaczego się pocięłaś.
- Ty jeszcze się nie domyślasz? Proszę cię, wyjdź już. Chcę spać.
- Vanessa, tylko nie odchodź...
- A jakie to ma znaczenie, czy zasnę na chwilę, czy na zawsze, skoro ty i tak mnie nie chcesz?
- Bo jesteś najbliższą mi osobą.
- Bardzo ciekawe.
- Przepraszam, sądzę, że powinieneś już wyjść - zwróciła się do mnie jedna z pielęgniarek.
- Żegnaj, Zayn - szepnęła Nessa, po czym zamknęła oczy.
Kreski na ekranie, do którego była podłączona zaczęły zanikać, a ja usłyszałem głośne i szybkie pikanie. Wiedziałem, co to oznacza i dlatego zacząłem prawie, że krzyczeć "Doktorze, ratujcie ją! Ona nie może umrzeć! Zróbcie coś!", na co jedna z pielęgniarek wyprowadziła mnie ze sali. Stanąłem tuż przy drzwiach i patrzyłem jak lekarze próbują ratować jej życie. Jej serce przestawało pracować i nic nie mogłem na to poradzić. Mogłem jedynie czekać na wynik akcji lekarzy.
- Co się dzieje? - zapytała przerażona całą sytuacją Megan.
Dopiero przyjechała. Ich rodzice pojechali do domu coś zjeść, więc ona ich na chwilę zastąpiła.
- Umiera - powiedziałem zrozpaczony. - Jej serce przestaje bić, a my stoimy sobie tutaj z założonymi rękoma.
- Zayn, a co byś chciał zrobić?
- Nie wiem, ale na pewno byłoby to lepsze od stania tak tutaj i zamartwiania się.
- Chodź do domu. Odpoczniemy trochę.
- A kto przy niej będzie?
- Rodzice zaraz tu będą. Chodźmy.
Ostatni raz spojrzałem na akcję przeprowadzaną przez lekarzy i poszedłem za dziewczyną. Wsiedliśmy do jej samochodu i ruszyliśmy spod szpitala.
- Opowiedz mi, jak to się stało, że wasi rodzice są razem? - zacząłem temat.
- Nie pamiętam tego. Miałam wtedy dwa latka, podobno ojciec zdradzał matkę. Kiedy okazało się, że ta druga jest w ciąży, matka odeszła...na zawsze...nie dali rady jej uratować.
- A co z tym od mamy Nessy?
- O to musisz zapytać Vanessę, bo ja tego nie wiem.
Byliśmy już na miejscu, więc zakończyliśmy rozmowę. Zaczynałem powoli żałować, że powiedziałem Vanessie, iż jej nie kocham. Była dla mnie najważniejszą osobą, jaką znałem. Kochałem ją...ale jak przyjaciółkę. Nie umiałem bardziej, nie umiałem się w niej zakochać, tak jakby chciała...
- Hey, rozluźnij się - szepnęła  mi do ucha Megan, delikatnie przygryzając wargę.
- Nie umiem - mruknąłem. - Ciągle o niej myślę.
- To przestań.
Po tych słowach pocałowała mnie namiętnie. Zanim zdążyłem się opamiętać, już było po wszystkim. Leżeliśmy obok siebie, wpatrując się w swoje oczy, kiedy usłyszeliśmy wołania jej rodziców. Szybko się ubraliśmy i wyszliśmy z pokoju.
- Tu jesteście - odetchnął jej tata. - Słuchajcie, my niestety nie możemy zostać z Vanessą. Mamy nocną zmianę, czy wy byście mogli?
- Ja nie mogę - przyznała Meg. - Mam rano ważne spotkanie. Zayn zresztą obiecał, że pójdzie ze mną.
- Ja do niej pojadę - oznajmiłem, wiedząc, że dziewczyna kłamie.
*************
Vanessa przeżyła. Była przytomna i patrzyła na mnie, stojącego poza szybą do sali. Nie miałem odwagi tam wejść i przeprosić za wszystko, zwłaszcza po dzisiejszym zdarzeniu z Megan. To wszystko mnie przerastało. Dlaczego to zrobiłem? Dlaczego zrobiłem TO najpierw z Nessą, a później z jej siostrą? Dlaczego to wszystko jest takie trudne?
- Kocham Cię - szepnąłem, wpatrując się w nią przez szybę, na co zrobiła smutną minę.