- Ja mówiłem poważnie - odezwał się ojciec. - Jeśli się wyniesiesz, to możesz już nie wracać.
- Nie martw się - mruknęłam. - Nie mam zamiaru.
Chwyciłam Zayna za rękę i razem wyszliśmy z sali, przed którą stała mama. To było wręcz nie do pomyślenia, że zmuszają mnie do przeprowadzki. To znaczy nie zmuszają, ale muszę się od nich wyprowadzić, jeśli chcę, aby mieć przy sobie ukochaną osobę. Jakoś mojej siostrze, Megan, tak nigdy nie zrobili. Zawsze jej chłopak był dla nich święty. Tak samo Zayn. Póki nie dowiedzieli się o narkotykach, póki nie byliśmy razem, to jakoś był świetny, idealny. Dopiero później się to zmieniło. Jakby ta idealność, ta świetność zależała od prochów...
- Nessa - mama podeszła do mnie. - Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, to pamiętaj - zawsze możesz do mnie przyjść, zwrócić się do mnie o pomoc, o cokolwiek...
- Dzięki mamo - spróbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł mi z tego grymas.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że będziesz mieszkać z nami - powiedział Zayn, kiedy już jechaliśmy do domu.
Nagle chłopak zatrzymał samochód i oznajmił, że jesteśmy na miejscu. Ja w odpowiedzi tylko się uśmiechnęłam i wysiadłam z samochodu. Malik podszedł do mnie i chwycił za rękę, po czym razem weszliśmy do domu. Ku mojemu zdziwieniu był pusty.
- A gdzie twoi koledzy? - zapytałam.
- Liam z Niallem na spacerze. Louis z "koleżanką", z którą poznał go Harry.
- A Harry?
- Ten to na pewno znowu wyrywa wszystkie napotkane dziewczyny...
Przerwał mu dźwięk mojego telefonu. Przeprosiłam i spojrzałam na wyświetlacz. To Justin, którego poznałam w szpitalu. Był tam z zapaleniem płuc. Odebrałam. Chłopak chciał się dziś spotkać, ale powiedziałam mu, że nie za bardzo mam czas, bo przeniosłam się do nowego domu. Zrozumiał i poprosił, abym do niego zadzwoniła, kiedy będę miała czas.
- Jesteśmy!
- To dobrze - uśmiechnął się Zayn do chłopaków. - Słuchajcie, to właśnie jest Vanessa. Vanesso, to są Louis, Liam, Niall i Harry.
- To ta Vanessa, o której nam tyle mówiłeś? - zapytał...em...Liam?
- Tak, ta, o której wam tyle mówiłem.
- No no, stary, nie mówiłeś nam, że jest taka śliczna - objął mnie...yyy...ten...Louis? Harry?...Lokowaty brunet!
- I jego - powiedziałam odsuwając się od chłopaka.
- No właśnie Styles - zaśmiał się Malik. - Ona jest moja. Łapy z daleka.
- Oj tam, oj tam. Jeden skok w bok nie zaszkodzi.
Malik przewrócił oczyma i objął mnie ramieniem, prowadząc do mojego nowego pokoju. Kiedy do niego weszliśmy chłopak zamknął drzwi i podszedł do mnie.
- Uważaj na niego - szepnął, składając pocałunek na mojej szyi. - Znam go krótko, ale zdążyłem się dużo dowiedzieć. Lubi się bawić dziewczynami.
- Co ty gadasz? Nie wygląda na takiego.
- Może nie wygląda, ale taki jest...
*Dwa miesiące później*
*Harry*
- Nessa - byłem mocno przerażony. - Zayn jest w szpitalu.
- Co?! Jak to?! Co mu się stało?!
- Louis powiedział mi, że miał wypadek samochodowy. Podobno był pod wpływem narkotyków.
- Zawieź mnie do niego.
- Ty coś wiesz?
- Harry, po prostu mnie tam zawieź!
Przeraziłem się jeszcze bardziej z powodu jej tonu. Nigdy tak do mnie nie mówiła. No bo w końcu zdążyliśmy się bardzo zaprzyjaźnić. Staliśmy się przyjaciółmi w ciągu zaledwie tygodnia. Ja wiedziałem, że ona czuje coś do Zayna, a Zayn do niej. Jednak żadne nie miało odwagi zapytać, czy są parą, czy też nie. Ani ona, ani on nie wiedzieli jak o to zapytać...
Szybko wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do szpitala. Zapytaliśmy pierwszego lepszego lekarza, na której sali leży Zayn Malik, a ten wskazał nam...OIOM?! W moich oczach już malował się strach. Chyba nie tylko w moich. Vanessa była cała zapłakana. Ja nie wiedziałem, co się dzieje. Ona miała opuchnięte od płaczu oczy.
Objąłem ją mocno ramieniem i podeszliśmy do chłopaków. Na krzesłach siedzieli Yasir i Patricia, rodzice Malika. Jego rodzicielka płakała. Zresztą nie dziwiłem się jej, w końcu to jej syn, to ona nosiła go przez dziewięć miesięcy pod swoim sercem. To ona wtedy cierpiała, to ona cierpiała przy porodzie. Tak, właśnie ona. Nikt inny.
- Co się stało? - zapytałem Yasira, widząc, że chłopcy nawet mi nie odpowiedzą.
- Wypadek miał - odpowiedział mi. - Właśnie ma operację. Nie wiadomo czy przeżyje.
- Przepraszam! - zaczęła Nessa, a do jej oczu napłynęły łzy. - To moja wina! Gdybym tylko mogła cofnąć czas...przepraszam...
- Tak, to twoja wina! I po co tu jeszcze przyłazisz?
- Yasir, uspokój się - odezwała się Patricia. - To nie twoja wina, Vanessa. To on od zawsze miał problemy z narkotykami, to wyłącznie jego wina.
- Ale...ale ja...ja mu powiedziałam, że skoro tak ma wyglądać nasza znajomość, to nie chcę go znać. Ćpał przeze mnie...
- To ty powinnaś być na jego miejscu, leżeć teraz na stole operacyjnym! - krzyknął Yasir. - Prawda, Harry?
- Ja nie wiem jak było, więc nie oceniam. Ale jestem pewny, że to nie przez Nessę. Ona jest dobrą dziewczyną, może się posprzeczali, ale nie możemy jej obwiniać o ten wypadek...
*Vanessa*
To była moja wina. To moja wina, że Zayn ma teraz operację. Nawet nie wiadomo, czy przeżyje. Gdybym tylko to przewidziała...nigdy bym nie pozwoliła mu wtedy jechać. Kocham go i wiem, że nie powinnam mu tego mówić...w dodatku przez telefon. Co ze mnie za dziewczyna? Co ja gadam, przecież nawet nie wiem, czy jesteśmy parą. Zresztą, na pewno mnie teraz nie będzie chciał...
- Halo - odebrałam dzwoniący telefon.
- Heyy Ness - usłyszałam. - Spotkamy się dziś?
- Emm Jus, dzisiaj niestety nie mogę. Zayn jest w szpitalu.
- Przecież wy nawet nie jesteście parą, więc co się martwisz?
- No, ale wiesz, czuję się w jakiś sposób związana z nim...poza tym mam pewne obawy.
- Jakie obawy?
- Spotkajmy się jutro o 15 przed moją szkołą to ci wszystko opowiem.
- Okey, tylko, Nessa...
- Hm?
- Nie płacz, wszystko będzie w porządku...
--------------------------------
Heyy ;**
Na początek powiem...
Podziękowania dla Natalia Styles - za komentarz pod poprzednim rozdziałem ;*
Przeprosiny - że wczoraj nie dodałam :(
No i dziękuję Wam za 308 wyświetleń! Jesteście boscy! ;**
I jeszcze HAPPY BIRTHDAY HARRY STYLES FROM POLAND!! <3
horanowa xo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz