czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 4

*Zayn*

Siedziałem na szpitalnym korytarzu przy oddziale Intensywnej Terapii. Wciąż nie mogłem zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Czemu ona to zrobiła? Czemu się pocięła? Zrobiła to od razu po naszej rozmowie. Powiedziała, że mnie kocha...czy mówiła prawdę? Czy to znaczy, że kłamała, mówiąc, iż tak nie jest? Czy może powiedziała mi to, bo wiedziała, że może nie przeżyć? Dobrze, że udało mi się otworzyć te cholerne drzwi. Inaczej nie moglibyśmy jej zanieść do karetki, być może już by nie żyła.
- Panie doktorze - zaczepił go tata Nessy. - Co z nią?
- Wybudziła się ze śpiączki na jakiś czas - odpowiedział. - Musieliśmy jak najszybciej zahamować krwotok, inaczej już by nie żyła. I tak ma małe szanse na przeżycie tego. Rany są dość głębokie.
- A czy - wtrąciłem. - Czy ja mogę do niej wejść?
- Niezbyt. To jest OIOM.
- Proszę, bardzo mi zależy, aby ją zobaczyć.
- No dobrze. Ale tylko na chwilę. I proszę założyć fartuch.
- Dziękuję.
Założyłem materiał wskazany przez lekarza i wszedłem do sali, w której leżała Nessa. Usiadłem przy jej łóżku i wpatrywałem się w jej twarz, powoli sięgając do jej dłoni. Spojrzała na mnie. W jej oczach widziałem bezsilność.
- Już znasz prawdę - szepnęła.
- Kochasz mnie.
- Przepraszam.
- Za co ty mnie przepraszasz?
- Za to, że cię pokochałam. Nie chciałam źle.
- Słuchaj, wiem, że nie to chciałaś usłyszeć, ale ja też cię kocham. Tylko że jako koleżankę. Dla mnie tamto wydarzenie nic nie znaczyło.
- A dla mnie znaczyło bardzo wiele. Ty dla mnie znaczysz bardzo wiele.
- Nessa, nie zrozum mnie źle. Ja po prostu nie mogę być z siostrą mojej byłej. Ale lepiej powiedz mi, dlaczego się pocięłaś.
- Ty jeszcze się nie domyślasz? Proszę cię, wyjdź już. Chcę spać.
- Vanessa, tylko nie odchodź...
- A jakie to ma znaczenie, czy zasnę na chwilę, czy na zawsze, skoro ty i tak mnie nie chcesz?
- Bo jesteś najbliższą mi osobą.
- Bardzo ciekawe.
- Przepraszam, sądzę, że powinieneś już wyjść - zwróciła się do mnie jedna z pielęgniarek.
- Żegnaj, Zayn - szepnęła Nessa, po czym zamknęła oczy.
Kreski na ekranie, do którego była podłączona zaczęły zanikać, a ja usłyszałem głośne i szybkie pikanie. Wiedziałem, co to oznacza i dlatego zacząłem prawie, że krzyczeć "Doktorze, ratujcie ją! Ona nie może umrzeć! Zróbcie coś!", na co jedna z pielęgniarek wyprowadziła mnie ze sali. Stanąłem tuż przy drzwiach i patrzyłem jak lekarze próbują ratować jej życie. Jej serce przestawało pracować i nic nie mogłem na to poradzić. Mogłem jedynie czekać na wynik akcji lekarzy.
- Co się dzieje? - zapytała przerażona całą sytuacją Megan.
Dopiero przyjechała. Ich rodzice pojechali do domu coś zjeść, więc ona ich na chwilę zastąpiła.
- Umiera - powiedziałem zrozpaczony. - Jej serce przestaje bić, a my stoimy sobie tutaj z założonymi rękoma.
- Zayn, a co byś chciał zrobić?
- Nie wiem, ale na pewno byłoby to lepsze od stania tak tutaj i zamartwiania się.
- Chodź do domu. Odpoczniemy trochę.
- A kto przy niej będzie?
- Rodzice zaraz tu będą. Chodźmy.
Ostatni raz spojrzałem na akcję przeprowadzaną przez lekarzy i poszedłem za dziewczyną. Wsiedliśmy do jej samochodu i ruszyliśmy spod szpitala.
- Opowiedz mi, jak to się stało, że wasi rodzice są razem? - zacząłem temat.
- Nie pamiętam tego. Miałam wtedy dwa latka, podobno ojciec zdradzał matkę. Kiedy okazało się, że ta druga jest w ciąży, matka odeszła...na zawsze...nie dali rady jej uratować.
- A co z tym od mamy Nessy?
- O to musisz zapytać Vanessę, bo ja tego nie wiem.
Byliśmy już na miejscu, więc zakończyliśmy rozmowę. Zaczynałem powoli żałować, że powiedziałem Vanessie, iż jej nie kocham. Była dla mnie najważniejszą osobą, jaką znałem. Kochałem ją...ale jak przyjaciółkę. Nie umiałem bardziej, nie umiałem się w niej zakochać, tak jakby chciała...
- Hey, rozluźnij się - szepnęła  mi do ucha Megan, delikatnie przygryzając wargę.
- Nie umiem - mruknąłem. - Ciągle o niej myślę.
- To przestań.
Po tych słowach pocałowała mnie namiętnie. Zanim zdążyłem się opamiętać, już było po wszystkim. Leżeliśmy obok siebie, wpatrując się w swoje oczy, kiedy usłyszeliśmy wołania jej rodziców. Szybko się ubraliśmy i wyszliśmy z pokoju.
- Tu jesteście - odetchnął jej tata. - Słuchajcie, my niestety nie możemy zostać z Vanessą. Mamy nocną zmianę, czy wy byście mogli?
- Ja nie mogę - przyznała Meg. - Mam rano ważne spotkanie. Zayn zresztą obiecał, że pójdzie ze mną.
- Ja do niej pojadę - oznajmiłem, wiedząc, że dziewczyna kłamie.
*************
Vanessa przeżyła. Była przytomna i patrzyła na mnie, stojącego poza szybą do sali. Nie miałem odwagi tam wejść i przeprosić za wszystko, zwłaszcza po dzisiejszym zdarzeniu z Megan. To wszystko mnie przerastało. Dlaczego to zrobiłem? Dlaczego zrobiłem TO najpierw z Nessą, a później z jej siostrą? Dlaczego to wszystko jest takie trudne?
- Kocham Cię - szepnąłem, wpatrując się w nią przez szybę, na co zrobiła smutną minę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz