Mrs.Horan :*
---------------------------------
*Vanessa*
- I myślisz, że tak po prostu uwierzę w te bzdury? - Megan popchnęła mnie na regał, z którego zdejmowałyśmy wszystkie książki. - On by mi czegoś takiego nie zrobił!
- Ale mówię ci, jak było naprawdę! - tłumaczyłam.
- Dziewczyny, uspokójcie się - do pokoju wszedł chłopak mojej siostry. - To był jeden głupi pocałunek. Zupełnie przypadkowy. Po prostu potknąłem się i poleciałem na Vanessę, przez przypadek ją całując.
- To po co stała przed tobą?!
- Niosła herbatę, o którą wcześniej poprosiłem. Nie widzisz mokrych plam na podłodze?
- Dobra, niech wam będzie. Ale żeby to było ostatni raz!
Meg wyszła z mieszkania wraz z książkami, które wynosiłyśmy do samochodu, a chłopak objął mnie rękami.
- Myślisz, że ja nie wiem? - zapytał.
- O co ci chodzi? - zdziwiłam się.
- Podobam ci się już od dłuższego czasu.
- Popieprzyło cię?!
Natychmiast się od niego odsunęłam. Nie chciałam, żeby wiedział. Nie chciałam, żeby nawet czegoś się domyślał. Zależało mi na tym, aby zachować to w tajemnicy jak najdłużej. Także z racji tego, że nie znałam go długo. W końcu zaledwie rok temu Megan przedstawiła go nam. Od razu domyślałam się, że coś jest z nim nie tak. Pół roku temu dowiedziałam się, że jest dilerem. Narkotyków oczywiście.
Było to dokładnie 12 stycznia. Był ciepły i słoneczny poranek. Wychodziłam ze szkoły wraz z moim dotąd najlepszym przyjacielem, Williamem. Potrzebowaliśmy trochę odstrzału. Tak, byliśmy uzależnieni. A raczej ja dalej jestem. Will poprosił, żebym poszła razem z nim do dilera, bo tak będzie szybciej. No więc poszliśmy. Nie wiedziałam, kto to jest, bo nigdy nie chodziłam z kolegą po towar, więc lekko się zdziwiłam, gdy zobaczyłam JEGO. Lekko, bo domyślałam się, że jest w jakiś sposób związany z prochami, ale jeszcze nie wiedziałam, że diluje. To był dla mnie delikatny wstrząs.
- Dzieciaki, jedziemy - oznajmiła mama, wchodząc do salonu.
- Mamo? - odezwałam się.
- Hm?
- Chcę ostatni raz odwiedzić Willa - po moich policzkach spływały łzy.
- No dobrze, podwieziemy cię. Ale masz 2 minuty.
Delikatnie się uśmiechnęłam i ruszyłam do samochodu razem z mamą i chłopakiem siostry, która miała prowadzić, więc siedziała już za kółkiem. Ruszyliśmy spod bloku, w którym mieszkaliśmy w stronę Domu Williama. Dawno go nie widziałam, stęskniłam się za nim. Kiedyś był najbliższą mi osobą, wszystko mogłam mu powiedzieć, po prostu się zwierzyć. Ze wszystkiego. Zresztą, nadal jest mi bliski. Nawet bardziej niż kiedyś. Podobno tęsknota zbliża do siebie ludzi. Czy tak jest naprawdę? Na pewno.
- Pamiętaj, dwie minuty, później przysyłamy kogoś - oznajmiła mama.
Spróbowałam się znów uśmiechnąć, ale tym razem wyszedł z tego grymas. Wysiadłam z samochodu i skręciłam do Wejścia. Musiałam przejść przez kilka wąskich Uliczek, aby dostać się na odpowiednią. Do samego Miejsca Pobytu Williama nie dało się dojechać samochodem.
Stanęłam przed nim i patrzyłam ze smutkiem w oczach. Łzy spływały teraz jeszcze bardziej. Już lały się wręcz strumieniami. I pomyśleć, że to przeze mnie zakończyła się ta przyjaźń, że to wszystko moja wina. To ja powinnam cierpieć, nie on...
- Will - szepnęłam. - Tęsknię. Bardzo. Gdybyś mógł być teraz przy mnie, stać tu, obok mnie, powiedziałbyś mi, co powinnam zrobić. Doradziłbyś w Jego sprawie. Zawsze mi pomagałeś. I za to cię kocham. Gdybym mogła wrócić czas...nigdy bym nie pozwoliła ci odejść...
"Ness, nie przejmuj się - usłyszałam, jak mi odpowiada. - To nie twoja wina. To był mój wybór, ja wciągnąłem te prochy. Na własną odpowiedzialność, nie powinnaś się obwiniać o moje odejście"
- Ty nic nie rozumiesz! Kiedy to moja wina! Nigdy sobie tego nie wybaczę, NIGDY!
I nagle to się stało! Zobaczyłam go, jakby był tuż przede mną, już gotowy do uścisku. Patrzył na mnie zaszklonymi oczami i nic nie mówił. Też tęsknił, czułam to. Gdybym jakoś mogła przywrócić go do żywych...nie popełniłabym drugi raz tego samego błędu...
"Tniesz się - zauważył, podwijając rękaw mojej bluzy. - Dlaczego?"
- Bo cię kochałam. Byłeś całym moim światem. Teraz cię nie ma. I to wszystko moja wina!
"Nie rób tego. Ja zawsze jestem przy tobie. Nigdy cię nie opuszczę. Będę cię wspierał w tych dobrych jak i w tych złych chwilach, pamiętaj"
- Czas dobiegł końca - poczułam czyjeś ręce na moich biodrach i silny uścisk.
- Zayn - zwróciłam się do chłopaka. - Po co tam w ogóle jedziemy?
- Jak to po co? Zarobić trochę hajsu.
- Ja nie chcę. Wolałabym zostać tutaj, z nim.
- Nessa, nie marudź. Chodźmy - złożył pocałunek na moim policzku.
- Daj mi się pożegnać.
Mulat puścił mnie, ale stał za mną. Trochę mnie to krępowało. Zawsze, gdy tu przychodziłam, byłam sama. Nikogo więcej. Mogłam wtedy swobodnie rozmawiać z Williamem bez obawy, że ktoś uzna mnie za wariatkę, która uciekła z psychiatryka...
- William - wybełkotałam przez łzy. - Tęsknię, pa.
"Będę przy tobie, nie ważne gdzie. Zawsze będziesz czuła moją obecność. Pa, Ness"
Powoli położyłam bukiet kwiatów na grobie i po raz ostatni odczytałam zapiski z nagrobka:
William David McGrow
ur 12.11.1994
zm 15.03.2009
"Śmierć nie jest niczym strasznym, tylko musisz umieć przeboleć cierpienie"
Odetchnęłam głęboko i powoli odwróciłam się, po czym ruszyłam w stronę wyjścia. Zayn objął mnie ramieniem i prowadził przez Uliczki. Objęcie było troskliwe. Ale czy to możliwe u kogoś, kto jest dilerem? Zdaje mi się, że raczej nie. A może po prostu udaje? W takim razie świetnie mu idzie. Tylko, że ja nie zamierzam się poddać, nie powiem mu, że mi na nim zależy...
*Zayn*
Było w niej coś, czego nigdy dotąd nie widziałem w żadnej dziewczynie...coś, czego nawet nie umiem określić słowami. To było w niej zaskakujące i jednocześnie pociągało mnie. Właśnie to był mój ideał dziewczyny. Była kompletną przeciwnością Megan. Jej przybrana siostra była nudna, ciągle siedziała w książkach, zakuwała. Nie była zbyt ambitna. Chciała tylko skończyć szkołę i znaleźć jakąś pracę. A Nessa? Nessa miała konkretne plany na przyszłość. Chciała zostać sławną piosenkarką lub modelką. W najgorszym wypadku fryzjerką znaną w całym mieście. I to właśnie było najważniejsze. Że była ambitna, że miała plany, marzenia.
- Jaki piękny dom! - zachwycała się Van, rozglądając się po pomieszczeniach.
- Eee tam, lepsze nasze mieszkanie było - skomentowała Meg, otwierając jedną z książek.
- A może byś w końcu zostawiła te książki, co? - zapytałem.
- Kochanie, ciekawi mnie ta książka. Chcę ją doczytać do końca.
- Jak tak ma wyglądać nasz związek, to ja to pieprzę.
- Chyba nie chcesz odejść?
- Jeśli nie dasz mi wyboru...
- Megan, Zayn ma rację - wtrąciła moja przyszła teściowa. - Ciągle siedzisz w tych książkach, zadbałabyś chociaż trochę o swój związek.
- Przecież dbam.
- Właśnie widać - mruknęła Nessa, wchodząc do jednego z pokoi. - Zajmuję tą sypialnię!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz